Przyznaję się bez bicia, że nie zdołałam przejść przez całą książkę, zatrzymałam się w 1/3 i nic nie jest w stanie mnie zmusić do kontynuacji. Być może miało to być swego rodzaju oczyszczenie autora, pogodzenie się ze sobą i ze swoją zakręconą przeszłością, ja niestety mam wrażenie, że było to wydane głównie dla pieniędzy. Corey Taylor opowiada trochę o swoim dzieciństwie, ale głównie o początkach kariery i jego hulaszczym życiu. Nie jest to jednak okraszone humorem, ale może tak właśnie miało być, może z perspektywy czasu Pan Taylor uważa, że wcale to śmieszne nie było. Jednocześnie miałam wrażenie, że obwinia cały świat o to, co się z nim działo- rodziców, społeczeństwo, znajomości, nie szuka winy w sobie. Twierdzi, że środowisko go ukształtowało i pewnie ma racje, ale ma się wrażenie, że tak mu było wygodnie i przyjmował wszystko na siebie zupełnie nie walcząc o lepsze. Z książki emanuje nienawiść do ludzi i świata, może dlatego tak ciężko to się czyta...
Nie wiem jaka jest puenta, bo jak wspomniałam nie przeczytałam do końca, może kiedyś wrócę, ale aktualnie mam awersje.
Książki na chwilę obecna nie polecam.
Niemniej jednak jako wokalista pan Corey sprawdza się bardzo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.