Mój pierwszy thriller prawniczy...nie będę na tyle odważna , aby powiedzieć, że ostatni, ale następny raz będzie mocno przemyślany.
"Niewinny ma być stracony, Uratować go chce morderca"
Początek książki był dość intrygujący, a akcja dość szybko nabierała tempa...i może zbyt szybko, bo potem miałam wrażenie, że nic się nie dzieje. Oczywiście pewne napięcie w kulminacyjnym momencie ciągle było...ale nie sprawiło, że czytałam z zapartym tchem, co więcej książka leżała nieczytana dość długo.
Choć morderca przyznaje się do winy, to miałam wrażenie, że robi to na pokaz...i nie jest to spowodowane jego wyrzutami sumienia, on chyba po latach od zabójstwa chce rozgłosu, chce pokazać, że to On zrobił. Moim zdaniem kpi z wymiaru sprawiedliwości, a nie szuka prawdy. Jednocześnie książka ukazuje prymitywny i nieudolny sposób działania wymiaru sprawiedliwości. Ciężko stwierdzić co tak na prawdę kierowało osobami, które zajmowały się śledztwem- czy rutyna, czy opinia publiczna czekająca na lincz sprawcy, czy sława i pozycja, a może wszystko...oczywiście prawnicy, sędzia, i wszyscy inni, którzy przyczynili się do niesprawiedliwego wyroku, poniosą konsekwencję, ale moim zdaniem nieadekwatne do ich czynu- przecież przyczynili się do śmierci niewinnego człowieka.
Niestety koniec rozczarował, spodziewałam się jeszcze jakiegoś zwrotu akcji lub chociaż zaskoczenia...wszystko rozeszło się, rozmyło...a życie toczyło się dalej.
Książka może być interesująca dla osób, które prawnicze tematy lubią, mnie nie przekonała...bardziej interesujące są dla mnie thrillery medyczne.
